W miejscowym barze wciąż stoi krzesło z plakietką: "Prezydent Bush". A goście prześcigają się w opowieściach o pamiętnym dniu, gdy były przywódca Ameryki w swej łaskawości zechciał napić się z nimi kawy.
Wtedy pozwala sobie na ostrożną degustację starannie komponowanych w barze nowych drinków.
W maju zeszłego roku na maleńkiej, tropikalnej wyspie Nikoi, Peter Timmer siedział w plażowym barze z krytym strzechą dachem, trzymając w dłoni kieliszek z zimnym koktajlem. To był wymarzony dzień w raju: przejrzyste niebo, turkusowa woda aż po horyzont i ciepła, słona bryza. Timmer, człowiek o szorstkiej skórze wilka morskiego i spokojnym uśmiechu wyglądał jak Robinson Crusoe, który jednak wcale nie chce zostać odnaleziony.